Antybiotyki

Obsesja antybiotyków.

Nieznany Świat 5/2007

Droga Pani Doktor!

Mam 34 lata, wykonuję odpowiedzialną pracę i nigdy nie biorę zwolnień. Problem w tym. że od około miesiąca przechodzę przewlekłą infekcję gardła, uszu oraz dróg oddechowych. W takich przypadkach zawsze pomagały mi antybiotyki i po 2-3 dniach byłam wyleczona. Teraz aplikuję któryś już z  kolei specyfik, lecz bez widocznych efektów.

Jak sobie pomóc?

Krystyna z Suwałk

Natura, tworząc u człowieka system obro­ny przed biologicznymi patogenami, nie przewidziała jednego - braku ludzkiej logiki. Życie w wyziewach fabrycznych kominów, wielkomiejski smog, niezdrowy, siedzący tryb życia oraz używki i stres wyniszczają nasz układ immunologiczny. Wy­nikające stąd choroby czy infekcje chcemy zwalczć antybiotykami, gdyż wierzymy, że wyleczą nas, dokonując cudu.

64 lata temu, gdy rozpo­częła się masowa produkcja pierwszego antybiotyku -penicyliny, wydawało się, że ludzkość znalazła wreszcie niezawodne antidotum na groźne schorzenia. Jednak ra­dość nie trwała długo. W wy­niku masowego stosowania antybiotyków wiele bakterii uodporniło się na ich działa­nie. Chociaż naukowcy pracu­ją nad coraz doskonalszymi formami tych le­ków, mikroorganizmy stają się odporne także na nowe generacje antybiotyków, przez co dużą trudność sprawia radzenie sobie z taki­mi chorobami, jak np. zapalenie płuc.

Pierwsze objawy przebudzenia z fascyna­cji antybiotykami pojawiły się w Europie już w latach 80 ub. wieku. Antybiotykoodporność nie była tylko i wyłącznie efektem pojawiania się coraz bardziej inteligent­nych bakterii i wirusów; doszło do niej także wskutek niezrozumienia działania tych leków przez część lekarzy i niektó­rych pacjentów. Niestety wraz z upływem czasu w krajach cywilizowanych antybiotyki obwołano lekarstwem na wszystko.

Wielu lekarzy, słysząc słowo infekcja, od razu przepisuje to, czego oczekuje chory. Dzieje się tak dlatego, że spora grupa medy­ków ślepo wierzy w skuteczność antybiotykoterapii, ignorując fakt, iż przeczy temu wiele badań. W Polsce dodatkowy problem stanowi niemożność wykonania szczegóło­wych badań bez wizyty u specjalisty, za którą trzeba zapłacić. Lekarz pierwszego kontaktu, który nie zaleci serii dodatkowych analiz (np. wymazów z gardła albo posiewów moczu), nie ma dokładnego rozpoznania choroby i w takiej sytuacji przepisuje anty­biotyk na wszelki wypadek.

Wiara we wszechmoc tych leków to nie tylko domena lekarzy. Większość z nas nie wie, czym różni się wirus od bakterii. Gdy lekarz nie przepisze antybiotyku, osoby chore nierzadko czują się zawiedzio­ne i podejrzewają, że nie potraktowano ich poważnie.

Inny kłopot, wynikający z braku wiedzy medycznej, stanowi niedbałość w przyjmo­waniu lekarstw - aplikujemy je sobie niere­gularnie i, gdy tylko poczujemy się lepiej, natychmiast odstawiamy. Takie działanie prowadzi do uodpornienia się dużej części bakterii atakujących nasz organizm, które nie zostały do końca zwalczone. Przy następnej, podobnej infekcji ten sam anty­biotyk już nie zadziała.

Co na ten temat mówią nau­kowcy? Okazuje się, że bardzo często terapia antybiotykowa w ogóle nie jest potrzebna, a w niektórych chorobach powin­na trwać znacznie krócej. Toczą się dyskusje, czy w określonych przypadkach tygodniowe leczenie antybiotykiem nie jest równie skuteczne, jak podawanie go przez trzy dni. Ożywiona debata na temat szkodliwości antybiotyków trwa w Holandii, Szwecji, a ostatnio także w Pol­sce W naszym kraju jej wynikiem było m.in. wprowadzenie w 2004 r. Narodowego Prog­ramu Ochrony Antybiotyków. Dotyczy on monitorowania bakterii odpornych na więk­szość antybiotyków, aby możliwe stało się dobranie odpowiedniego leczenia do choro­by, co okazuje się coraz trudniejsze. Takie działanie uchroni cenne leki przed marno­trawstwem, jak również pozwoli na ich lep­sze wykorzystanie w przypadkach, gdy są niezbędne do ratowania życia.

Jednak zasadniczy problem polega na tym, że wciąż dużo łatwiej jest nam sięgnąć po silny antybiotyk, niż odpocząć czy wziąć kilkudniowe zwolnienie z pracy. Jak po­kazują badania, organizm osłabiają w naj­większym stopniu gnuśność i brak ruchu. Dodatkowe negatywne czynniki to: tytoń, alkohol, niezdrowe lub zbyt obfite jedze­nie oraz chroniczny stres.

Pacjent, który cierpiąc na przeziębienie pojawia się w gabinecie lekarskim, woli, by poddano go terapii antybiotykowej, niż zalecono kilka dni odpoczynku, zdrowego snu czy skuteczną dietę.

A szczególną uwagę trzeba zwrócić właśnie na naturalne metody leczenia, stosowane z wykorzystaniem diety roślinno-ziołowej. Wszyscy wiemy, jak bar­dzo pomaga przy infekcjach czosnek, ce­bula, czerwony burak, marchew, surowa kiszona kapusta i chrzan. Z ziół najcenniej­sze w takich przypadkach są: lipa, rumia­nek, pokrzywa, dziurawiec - które mają właściwości przeciwzapalne i wyhamowują rozwój bakterii. Owszem, działają łagodniej, jednak w przeciwieństwie do antybiotyków nie niszczą, a wzmacniają naturalny system odpornościowy.

Jeżeli naszą świadomość zdominuje wiara, że antybiotyk to jedyny skuteczny lek,  przeoczymy, że jego możliwości rów­nież są ograniczone. Zbyt częste aplikowa­nie tych specyfików sprawia, że przyczynia­my się do zmniejszenia ich skuteczności. W tej sytuacji trzeba postawić pytanie, jak będziemy leczyć osoby, które zapadły na naprawdę ciężkie choroby?

Lek. med. Barbara Jaroszkiewicz